Profil
|
Kiedy skończyła się epoka gumowych potworów w kinie sf, a na ekranach pojawiały się pierwsze filmy z grafika komputerową było pewne, że filmowcy coraz chętniej będą sięgali po scenariusze oparte na megapopularnych komiksach. Przyznam jednak, że akurat uniwersum Marvelowskich superbohaterów wydawało mi się zawsze dość trudnym tematem. Jon Favreau wbrew obawom nie zawiódł. O ile bowiem sztampowe wprowadzenie do roli sperbohatera, z jaskiniowym majsterkowaniem jest trochę nużące, o tyle soczyste one-linery przeimprezowanego Roberta Downeya Jr. odświeżają całą konwencję w iście tajfunowym stylu. To kolejna udana, choć diametralnie różna adaptacja marvelowskiego komiksu. Tutaj przyjęto znacznie luźniejsza, bardziej rozrywkową formę, od jednak na swój sposób wysublimowanych "Watchmenów". Iron Man jest wspaniałym połączeniem chłopięcej dawki przygody, cynicznej kpiny z samego siebie oraz prawdziwym majstersztykiem w dziedzinie efektów specjalnych. Teraz już wiem na pewno, że nie ma ucieczki przez zieloną planszą i nie ma też już granic dla ludzkiej fantazji.
![]() ![]() No cóż. Kolejna adaptacja znanego komiksu, tym razem w wydaniu mieszanym. Szybko mijający seans, w którym możemy podziwiać piękne zdjęcia rozmaitych zakątków świata przeplatające się z kilkoma pościgami ogląda się bardzo przyjemnie. Niestety, taki poziom to standard kina sensacyjnego, a nieco chaotyczna reżyseria potęguje wrażenie przeciętności tego tytułu. Przede wszystkim zabrakło w "Largo Winchu" tego co była najważniejsze w komiksie czyli ... Largo Wincha. Bardzo mało wyrazista kreacja aktorska, pozbawiona całkowicie uroku komiksowego oryginału ostatecznie przesądziła o tym, że możemy mówić jedynie o ucieczce od porażki, a nie porządnej adaptacji. Polski plakat kinowy mówił, że Largo Winch, to godny konkurent Jamesa Bonda i Jasona Bourne'a. Niestety, filmowy Largo nie ma ani szorstkiego uroku jednego, ani szpiegowskiego umysłu drugiego. Wątpię, aby kolejne części zmieniły ten stan rzeczy...
![]() ![]() Kiedy sukces odniosło Blair Witch Project, to wszyscy eksperci wieścili nadejście kulminacji nowego trendu, który miał stawiać właśnie na paradokumenty. Fakt, od tego czasu powstało sporo takich produkcji, ale żadna nie miała komercyjnego rozmachu "Project Monster", o ile bowiem u nas film przeszedł bez echa, o tyle amerykańskie kina świeciły pełnymi salami. Wszystko jednak do czasu, gdy okazało się, że "Cloverfield" jest tak naprawdę przeciętnym filmem sf, któremu forma paradokumentu nadała znośną formę. Fakt, są ciekawe momenty, fakt, że pierwsze minuty wstrząsajacej wizji robią wrażenie. Nawet już jestem w stanie nawet w imię tej pseudorealności wybaczyć to urwanie fabuły. Czy jednak to wszystko może być usprawiedliwieniem dla banalnego scenariusza i niedorzeczności niegodnych takiej formy? Moim zdaniem nie. Projekt Monster wygląda jak projekt grupy studentów prywatnej filmówki z obróbką speców od efektów specjalnych. Taki to monster movie, tylko, że ani tu nie za wiele potwora, ani nie za wiele prawdziwego filmu...
![]() ![]() Do Nicolasa Cage'a zapałałem sympatią po jego fenomenalnych kreacjach w "Zostawić Las Vegas" czy nawet odprężającym "Family Man". Potem jednak ktoś wpadł na pomysł aby zrobić z niego aktora kina akcji i na tym zakończyła się praktycznie jego "kariera". Najnowsze filmy z Nicolasem Cage'm to nieporozumienie."Next" oparty jest o prostacki sposób narracji, nastąpiło spłycenie książki Dicka do poziomu bardzo niskiej średniej kina akcji. Do tego drewno aktorskie Cage'a, a nawet mantrycznie powtarzającej kreacje Julianne Moore. Scenariusz, dialogi, wszystko to wygląda na typowego blockbustera sezonu ogórkowego. Film da się oglądać, chyba tylko wtedy, gdy jesteśmy zbyt leniwi aby zmienić kanał, oczywiście na drugi nfilmowy ;)
![]() ![]() Zastawiając się na opinią wobec tego serialu nie miałem żadnego dylematu. Jest to bowiem produkcja skrojona na poziom ostatnich sezonów słynnego "Stargate". W związku z tym, że tak skonstruowana opinia jest totalnie niekonkretna to dodam, iż moim zdaniem tak owy bywa naprawdę bardzo słabym widowiskiem. Kompletna pustka pod kątem pomysłów i TRAGICZNE serialowe aktorstwo powodują, że miałem wrażenie obcowania z produkcja wykonaną na domowym PC. Doprawdy, nawet nibykinowe dokrętki "Battlestar Galactica" wyglądają niczym monument klasy "Odysei Kosmicznej" przy tym marnym widowisku. Jeśli nie zarywałeś nocy oglądając powtórki serialowych "Gwiezdnych Wrót", to ten film NIE JEST dla ciebie.
![]() ![]() Nie oglądam zbyt wiele polskiego kina (niby)rozrywkowego. I teraz po seansie wyżej wymienionego tytułu naszła mnie refleksja tycząca konsekwencji własnego postępowania. Żałuje swojej niekonsekwencji w unikaniu produktów polskiej kinematografii rozrywkowej. Od dawna nie trawiło mnie tak silne poczucie autentycznego zażenowania i świadomości straconego czasu jak podczas tego filmu. Twórca scenariusza i reżyser tej produkcji musieli być pod autentycznym wpływem środków odurzających, aby stworzyć to pseudointelektualne widowisko. Żonglowanie całkowicie niezrozumianymi przez autorów konwencjami czy motywami społecznymi i udawanie, iż jest to "inteligentna satyra na rzeczywistość" urąga każdemu kinomanowi. Dziś wieczorem wyśpiewam ateistyczną, feministyczno-homoseksualną, odwołującą się do paradygmatu obłąkania modłę o odebranie ustawowe tym ludziom kamery filmowej, a jeśli zajdzie taka potrzeba nawet telefonu komórkowego z opcją nagrywania obrazu...
![]() ![]() Nigdy nie byłem wielkim fanem przygód Indiany Jonesa. Co więcej, do czasu emisji całego cyklu na NfilmHD nie jestem pewien czy obejrzałem wszystkie filmy od początku do końca. Po obejrzeniu najnowszej części przygód słynnego Archeologa mam raczej mieszane uczucia. I nijak nie potrafię się postawić na pozycji fana cyklu. Dla mnie ten film to próba fabrykowania nowej, starej formuły kina przygodowego. Gdy powstały pierwsze filmy spod znaku poszukiwaczy skarbów całość wydawała się potwornie świeża i to świeżość i radość tworzenia wyczuć można oglądając te filmy także dziś. I nie pytajcie mnie czego nie ma najnowsza część, bo trudno winić podstarzałego archeologa o to, że nie dysponuje już tym szelmowskim urokiem połączonym z inteligencją co kilka dekad temu. Co więcej, przyznam iż podpadający pod zleceniobiorcę Mafii Geriatrycznej Indy jest jak najbardziej do kupienia. Film jest formalnie bez zarzutu, zdjęcia Kamińskiego jak zwykle wzorcowe, ale dla mnie w kinie przygodowym musi być wyczuwalna także przygoda samych filmowców. Tu zaś dostajemy garść one-linerów, kilka kaskaderskich ujęć i jak zwykle świetna Cate Blanchet do kompletu. Warto obejrzeć, ale chyba jednak zdecydowanie większa radochę będą mieli widzowie którzy w ciemno kupują formułę takiego kina. Ode mnie czwóreczka w ramach szlifowania obiektywizmu.
![]() ![]() Historia zamachu na Hitlera w Wilczym Szańcu otrzymała historycznie zdecydowanie największą nośność. Oprócz licznych historycznych i fabularyzowanych powieści powstało co najmniej kilka filmów podejmujących tą tematykę. Opisywana tu "Walkiria" zdradza swą źle rozumianą hollywoodzkość już w pierwszej scenie, kiedy zadumany Tom - ekhem - hrabia, prawi banały o honorze Wehrmachtu. To jednak konwencja, którą wyrozumiały widz może jeszcze zrozumieć. Nie dziwi przecież, że twórcy nie pochylili się nad prawdziwym uczuciem rozdarcia wewnątrz hitlerowskiej armii, ani motywacją bohaterów. Kasowy charakter produkcji może przecież okazywać bardzo dobre wykonanie techniczne, począwszy od wierności historycznej otoczenia (także samolotów, czołgów czy samochodów) na wprawnej ręce operatorów kończąc. Problem leży jednak w czymś innym. Mimo bowiem tego, iż fabularyzowany scenariusz jest skonstruowany spójnie i prawidłowo, to reżyserowi kompletnie zabrakło wyrazistej wizji na swój film. Określił on sposób narracji z perspektywy słynnego zamachowca, a jednocześnie nie uczynił nic abyśmy go naprawdę poznali bądź chociażby wspierali. W efekcie jest nam zupełnie obojętne co stanie się z zamachowcami, mimo tego, że lekcja historii nas tego po części nauczyła. "Walkiria" przypomina mi dobry film telewizyjny, ale w żadnym razie produkcje kinowego formatu. Obejrzy się go bez bólu, ale gdybym kilka miesięcy temu zakupił na niego kinowy bilet, wyszedłbym mimo hollywoodzkich oczekiwań nadzwyczaj rozczarowany.
![]() ![]() No to mamy już komplet filmów telewizyjnych wieńczących (póki co) historię SG-1. Mimo nieciekawych wrażeń (wyrażonych w opinii na portalu) po seansie "Arki Prawdy" postanowiłem dać szansę "Continuum" i wyjątkowo nie żałuje swojej decyzji w doborze repertuaru. "Continuum" to nadal jedynie film telewizyjny bazujący na popularności jednego z największych serialowych hitów ostatnich lat, ale jednocześnie umiarkowanie dobra rozrywka. Ten film przewyższa swojego rówieśnika (Arkę Prawdy) w każdym aspekcie. Scenariusz jest znacznie spójniejszy, może dlatego, że nie musi w tak dużym stopniu odwoływać się do fabuły serialu. Także reżyseria filmu jest sprawniejsza, tempo bardziej zbalansowane, miejsce bohaterów w tej historii ciekawsze. Mimo, iż ponoć budżety obu produkcji są zbliżone, to "Continuum" także technicznie jest filmem bardziej dopracowanym... a może po prostu przemyślanym w wydawanych środkach? Zamiast taniego ekranu CGI mamy w końcu kilka dobrych zdjęć, zamiast serialowego montażu, dość sprawną narrację. O ile "Arkę Prawdy" polecić można było jedynie napalonym fanom serii "Stargate", o tyle "Continuum" z czystym sumieniem polecam każdemu, któremu serial jest po prostu znany. To wystarczy ażeby w sposób całkowicie niezobowiązujący cieszyć się seansem z tą produkcją, przy niewygórowanych oczekiwaniach rzecz jasna.
![]() ![]() To zaiste dziwny film. Nieszablonowa reżyseria i ciekawa gra aktorska przykuwają do ekranu od pierwszych minut. Zmiany kolorów w kadrze, ujmujące tło muzyczne buduje przez cały film tą specyficzną groteskowo-melancholijną atmosferę, której i ja dałem się porwać. Widz wciąż oczekuje finału tej nietypowej w swej typowości historii i z łatwością daruje twórcom chwile ziewania, będąc pewnym że i one mają swój ukryty sens. Wtem jednak blisko napisów końcowych okazuję się, iż niczego więcej po prostu nie będzie. Uświadamiamy sobie, że wstęp jest zarazem rozwinięciem i zakończeniem historii, żadnej puenty czy konkluzji nie będzie! A jednak, mimo tego iż zostałem oszukany, nie potrafię gniewać się na twórców, a jedynie życzyć im tworzenia pełnowartościowej materii filmowej, zamiast filmowych niedorostków. W ciągu niezwykłej budowy historii nie odnajduję niczego co mogło by mi wytłumaczyć wspomniane braki, ale i w tej formie film można obejrzeć, żeby samemu spróbować rozstrzygnąć czego mu tak naprawdę zabrakło.
![]() ![]() |

Profil użytkownika Daldow
10 ocen
10 recenzji
15 punktów

