
Wszystko się ostatnio pomieszało: to, co było wyrafinowaną sztuką zagustowało w popowym blichtrze, zaś to co stanowiło przykład populistycznej papki zyskało walor awangardowej szpicy gatunkowej. Świat stanął na głowie – i bynajmniej nie ma to nic wspólnego z kulturą Australii.
Wraz ze śmiercią Bunuela, Felliniego, Viscontiego, Antonioniego i Kurosawy pożegnaliśmy się z uczuciem, że kino będzie wymuszało na nas weryfikację dotychczasowych sądów, upodobań, gustów. Że będzie wyznaczało, poszukiwało, prowokowało, odkrywało. Dodajcie sobie jeszcze co chcecie…

Raczek blog


„Karuzela z idolami",